sobota, 13 czerwca 2015

Take Me To My Heaven cz.1


UWAGA!!!
Treść zawiera opis stosunku homoseksualnego

~~ Hazza ~~


"Już jest ten dzień"- z tą myślą obudziłem się. Nie myliłem się. Właśnie dziś mój Louis wracał z rodzicami z powrotem do Londynu. Nie mogłem w to uwierzyć. Ten tydzień dłużył mi się niemiłosiernie bez mojego skarba. Tak właśnie, Lou jest moim chłopakiem i zarazem najlepszym przyjacielem. Powracając do tematu.... Podciągnąłem się na łokciach i spojrzałem na zegarek. Dochodziła 9 a.m. Tego dnia miałem dość sporo pracy, chciałem wszystko idealnie przygotować, więc od razu wstałem z łóżka i poszedłem do toalety wziąć prysznic. Po 15 minutach w ręczniku zszedłem na dół do kuchni, aby zjeść śniadanie. Był piękny piątkowo-wakacyjny poranek..Według wcześniejszej zapowiedzi rodziców ten weekend zostałem w domu "sam". Nie licząc mojego kotka ... no i oczywiście Tomlinsona. Po zjedzonym posiłku zacząłem ogarniać kuchnię, salon. Najlepsze zostawiłem na koniec, czyli mój pokój, bo on musiał być idealnie przygotowany. 

Wybiła godzina 12.00 p.m. Za około godzinę miał się tutaj zjawić Louis. Żeby przez ten czas się czymś zająć włączyłem telewizję. Okazało się to być nie najlepszym  pomysłem, ponieważ po ok. 8 minutach oglądania nudnego filmu zasnąłem.

Ze snu wybudził mnie dzwoniący telefon. Zerknąwszy na wyświetlacz okazało się, że to mama, która dzwoniła po raz 5. Byłem pewien, że mi nie ufa, chce skontrolować sytuację albo czegoś zapomniała. Wybierając jej numer przeciągnąłem się ospale i usiadłem.
-- Hej mamo.- zdążyłem powiedzieć słysząc charakterystyczny dla mojej mamy dźwięk ulgi.
~ Cześć Harry. Dzwonię, żaby upewnić się, że wszystko w porządku. Nadal nie rozumiem, dlaczego nie chciałeś jechać z nami. 
-- Oj mamo, daj już spokój. Dobrze wiesz, że nie lubię wstawać wcześnie, a już na pewno nie o 4 a.m  - szybko skłamałem, choć po krótszym zastanowieniu to nie było kłamstwo, bo oprócz tego moim powodem (tym najistotniejszym) było to, że chciałem spędzić trochę czasu z Boo sam na sam. Zwłaszcza, że nie widziałem Go całą wieczność. Po zamienionych kilku zdaniach z mamą, sprawdziłem godzinę, aby upewnić się, że mam jeszcze chwilę do czasu przybycia Lou'iego.
Zdziwiłem się , dochodził kwadrans po 1.p.m. Louis powinien tu już być. Bez namysłu sięgnąłem po telefon, który dopiero co odłożyłem. Wybrałem numer do ukochanego. Pierwszy sygnał... drugi... trzeci. 
-- Tak Hazz? - usłyszałem.
~ Cześć kochanie. gdzie Ty się podziewasz?
Nie usłyszałem odpowiedzi w telefonie a dzwonek do drzwi. Pośpiesznie wstałem i ruszyłem w stronę hałasu. Kiedy otworzyłem drzwi ujrzałem przed sobą opartego o framugę trochę niższego ode mnie chłopaka z uroczym jak zawsze uśmiechem, który tak dobrze znałem. To był mój Loueh. Spojrzawszy w jego lazurowe oczy, ugięły mi się kolana. Louis zauważając to uśmiechnął się jeszcze szerzej i musnął moje usta. Kiedy miał zamiar odsunąć głowę, zatrzymałem go. Byłem spragniony Jego dotyku. Chciałem, by ten moment trwał wiecznie ale po chwili namiętnego całowania przypomniałem sobie o...
~ Ummm.. Lou, może wejdziesz?- spytałem z zaczerwienionymi policzkami. 
-- Oh tak, jasne.
Zamykając drzwi poczułem dłoń na swoich przedramionach, które przyciągnęły mnie do tyłu. Boo obrócił mnie tak, byśmy stanęli twarzą w twarz. Gwałtownie przybliżył swoją twarz do mojej ze spojrzeniem pełnym głębokiego pożądania. Kochałem to w nim.  
-- Mogę? - zapytał. 

C.D.N.

Witam Was tym skromnym One-Shotem. 
Po prawie rocznej przerwie wróciłam w trochę nowej odsłonie. Przepraszam, że tyle to trwało. 
Mam nadzieję, że SHOT Wam się spodoba. Drugą część dodam jutro ☺
Co do opowiadania FLTL zdecydowałam je dokończyć. Rozdziały będę dodawać w środy. Liczę na to, że ktoś będzie to czytać. 
Jeśli ktoś chciałby być informowany na bieżąco o nowych wpisach, może zostawić mi swojego twittera w komentarzu.
 Miłego Wieczoru ☻
~~ SjMagda ♥

czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział 4

~~ Louis ~~

Usłyszałem czyjeś kroki na schodach i widząc Harry'ego na sobie wystraszyłem się.
- Hazz...Harry... Obudź się- powiedziałem szeptem.
- Co? ...... Daj mi jeszcze chwilę ..
- Harry, ale twoja mama tu idzie... A ty leżysz dosłownie na mnie.. wstań.
Chłopak otworzył szeroko oczy i wyskoczył z łóżka jak poparzony. Na szczęście mama Loczka miała zamiar iść do swojej sypialni, która znajdowała się na tym samym piętrze. Harry stał w osłupieniu. Sądząc po jego minie to w ogóle nie miał pojęcia co się dzieje.

- Czy mogę wrócić do łóżka?- zapytał z nutką pretensji w głosie. Był niewyspany i lekko rozdrażniony, bo obudziłem go .. niepotrzebnie.
- Jednak wolałbym, żebyś położył się na łóżku a nie na mnie.
- Oooooo.. a było mi tak wygodnie.- powiedział udając, że jest na mnie obrażony.
- No chodź tu kocie. 
Przelotnie musnął moje usta i znów usnął. Poszedłem w jego ślady, i już po chwili i ja spałem.
***

Kilka godzin po porannym przebudzeniu obudził mnie Hazz.
- Loui.. jest 12 p.m. Czy masz zamiar kiedyś wstać ?
- CO?!- rzeczywiście chłopak był już ubrany i stał nade mną niecierpliwiąc się. 
- Moja mama pyta co chcesz zjeść na "śniadanie", które bardziej podchodzi pod obiad?
- Mm, naprawdę  nie trzeba.
- Louis.. z moją mamą się nie drocz tylko zejdź po prostu do kuchni i odpowiedz jej.
- Dobrze, tylko najpierw się ubiorę. 
- Mam czekać na dole?
- Jak Ci się chce. Mi to obojętne..- dodałem szukając swoich spodni.
~~Harry~~ 

- A więc... zostanę tutaj z Tobą. Chciałbym przyjrzeć się jeszcze raz tej Twojej pupie.- w pierwszej chwili sam skarciłem się za to, że wypowiedziałem te słowa na głos. Louis zrobił się czerwony na twarzy. Ale po chwili wybuchnął śmiechem.
- Haha...  nie ma co oglądać, naprawdę. No ale jeśli mnie tak bardzo prosisz to masz, pooglądaj sobie co innego Ty mały zboczuchu.- rzekł uśmiechając się zadziornie i zdjął z siebie koszulkę, ukazując swój idealnie wyrzeźbiony tors. Podszedłem do niego, objąłem i utknęliśmy w pocałunku. Nie był to gwałtowny pocałunek, namiętny, ale niebrutalny.
- Mmm.. Louis. Masz takie idealne ciało, że aż bym Cię schrupał na śniadanie.
- Harreh, .. kocie... wiesz o tym, że Cię kocham?
- Powiedzmy, że nie.. Ale i tak kocham Cię mocniej. Nie wyobrażam sobie, że kiedyś się obudzę i nie będzie Ciebie. Ty od dziś będziesz ze mną, już cały czas. Będę Cię miał w sobie, w swoim sercu, które bije dla Ciebie, dla Nas.I nieważne co by się działo tak już pozostanie na zawsze Lou.
Widziałem, że Boo momentalnie zeszkliły się oczy. Podszedł do mnie bliżej i mocno wtulił się w moją szyję, niczym malutkie dziecko, które szuka schronienia.
- To.. to były najwspanialsze słowa Hazz.. jakie kiedykolwiek usłyszałem. Też Cię kocham, ponad wszystko. Chcę z Tobą dzielić się swoim szczęściem, choć nie wiem czy to jest możliwe, ponieważ od pewnego czasu moim szczęściem jesteś TY.
Połączyłem nasze usta. To był wspaniały moment, chciałem pozostać tak już do końca .. W tej chwili miałem wszystko czego potrzebowałem. Już miałem coś zaproponować, kiedy odsunąłem się słysząc głos Annie.
- Harry, Louis! Co wy tam robicie? Zejdźcie na dół, jedzenie na stole.
Lou pocałował mnie ostatni raz i weszliśmy do kuchni. Mama najwyraźniej się gdzieś wybierała.


~~ Louis~~
- Dokąd idziesz mamo? - zapytał zaciekawiony Harry.
- Idę zrobić zakupy. Potrzebujecie może czegoś? 
- W sumie.. to nie, ale dzięki.
- Ok, muszę iść jeszcze opłacić rachunki i dodatkowo załatwić kilka spraw. Mógłbyś posprzątać w domu? Później przyjedzie Gemma z chłopakiem i nie chciałabym, żeby zastali dom.... w takiej postaci, a ja wrócę dosyć późno. Chciałabym upiec jeszcze jakieś ciasto.
- Mhmm, OK.
- Śniadanie macie już na stoliku w salonie. Jak chciałbyś iść do sklepu to pieniądze są w puszce na lodówce, w pralce jest pranie, które trzeba wyprać.....
- Dobrze mamo, poradzę sobie.
- Pa. 
- Pa, mamo!

~~ 40 minut potem ~~

~~ Harry, czy naczynia mam włożyć do zmywarki?
- Jeśli możesz, to tak. Ja zajmę się tą pralką.
- Okej... 
Podszedłem do Hazzy od tyłu przylegając do jego pleców i splotłem nasze palce. On odwrócił głowę i pocałował mnie czule. Kochałem dotyk jego ust.
- W czym ....Ci mogę jeszcze ....pomóc?- zapytałem przez pocałunek.
- Eeeeeee.... ja odkurzę..... a Ty.... możesz....... powycierać kurze?
- Okej- uśmiechnąłem się. To była idealna okazja bym mógł z bliska obejrzeć zdjęcia rodzinne, których było pełno na regale, na ścianach i w każdym innym możliwym miejscu. Nie jestem pewien ale to chyba to nadawało tym wszystkim pomieszczeniom ciepła rodzinnego. Aż chciało się wejść do takiego pokoju.



~~ 3h później ~~

~~ Harry ~~

'' To znowu ja. Nie mogę uwierzyć w to, co się wydarzyło wczoraj. Ahhhh.. te cudowne usta Louiego. Sam Louis jest idealny, perfekcyjny, I TYLKO MÓJ. Ohhhhh.. To nie do wiary, że teraz nie ma go przy mnie raptem kilkanaście minut a już zaczyna mi go brakować. Dziś przyjeżdża Gem i Jason. Właśnie chyba Oni dzwonią do drzwi. Odezwę się jeszcze. 
   xx "

~~ Louis ~~

- Halo..Em?
- Tak, Lou?
-No hej. Słuchaj Em, masz może czas?
- Tak jasne, a coś się stało?
- Eeee.... nie, a może masz ochotę na spacer ?
- Jasne. Spotkamy się tam gdzie zawsze?
- Dobrze, to na ławeczce za 15 minut.
- Okey, będę czekać.
- Do zobaczenia.
- Pa.
Rozłączyłem się i poszedłem do łazienki by ogarnąć ten nieład na głowie. Zajęło mi to trochę więcej czasu i teoretycznie wychodząc z domu byłem już spóźniony. Ehhh.. Louis, musisz nad sobą popracować.

***


Hej Kochani :)
Mam nadzieję, że jeszcze ktoś to czyt.
A co do rozdziału to uważam,że mógł wyjść mi lepiej. Nie jestem z niego zadowolona, choć napracowałam się nad nim. Moja wena ... poszła prawdopodobnie już na wakacje, więc było ciężko.
A Wam, moi czytelnicy chcę życzyć udanych Wakacji, oczywiście Summer Love itd. Doceniam to, że chce się Wam czytać to... to co tutaj zamieszczam. I na koniec BARDZO PROSZĘ O KOMENTARZE
~Magda

wtorek, 10 czerwca 2014

Rozdział 3

Czytasz = KOMENTUJESZ

~~ Harry~~

Ułożyłem się wygodnie obok Louis'a. Czułem jego ciepłą skórę. Nie chciałem by się spocił, więc ściągnąłem z niego ubrania pozostawiając go jedynie w bokserkach i koszulce. Muszę przyznać: Jego ciało było idealnie wyrzeźbione. Rozebrałem się i po chwili poczułem jak szatyn obraca się do mnie twarzą. Jego ręka powędrowała na mój tors. Przytulił się do mnie i mruknął coś niezrozumiale pod nosem. Wyglądał apetycznie. Wtuliłem się w niego i zasnąłem myśląc o słodkich ustach Louis'a, których smak ciągle czułem.


 ***

~~Louis~~

Gdy się obudziłem byłem przytulony do pół nagiego Hazzy. Spojrzałem na zegarek i ze zdumieniem stwierdziłem, że była to już noc, a przecież nie przypominało mi się bym miał nocować u Loczka. Jednak z drugiej strony nie miałem zamiaru iść do domu o takiej późnej porze. Czując się jak u siebie, powoli i ostrożnie wstałem, aby wziąć prysznic. Tylko był jeden mały problem.... Nie miałem tu swoich ubrań. 
Jeśli pożyczę coś od Loczka to ten nie będzie na mnie zły. Poza tym... to przez niego teraz tutaj jestem w takiej sytuacji.
Otworzyłem jego szufladę z bielizną, wyciągnąłem nowe bokserki. Poszedłem do łazienki wziąć prysznic. Starałem się nie hałasować, aby nie obudzić Hazzy. Kiedy spał wyglądał jak mały, uroczy chłopiec. Słodko.. . Kiedy już wyszedłem pomyślałem, że może lepiej będzie jak położę się na kanapie w salonie. I właśnie wtedy, gdy miałem zamiar wyjść z pokoju zatrzymał mnie głos Harry'ego:
- Gdzie idziesz ?
- Umm.. pójdę spać na kanapę.- odpowiedziałem.
- Dlaczego? Masz za mało miejsca ?- zapytał zawiedziony Harry.
- Nie... ale .....sam nie wiem..
- Chodź tu Loui. Nie zjem Cię przecież.- uśmiechnął się Hazz .
Zawróciłem do łóżka zamykając drzwi. Harreh znów się  odezwał:
- Nie chcę mi się spać..- wymamrotał.
- Ja też już wyspałem się.
- A jak się czujesz?
- Lepiej, jest już w porządku... Dziękuję.. A jak to się stało, że znalazłem się w Twoim łóżku ?
- Przyszedłeś tutaj, bo wyglądałeś marnie. A ja kazałem Ci iść się położyć.
- Mhm, nie obrazisz się na mnie, jak Ci o czymś powiem.?
- Nie.
- Pożyczyłem twoje bokserki, bo nie miałem swoich a chciałem skorzystać z prysznica.
- Nie ma sprawy- uśmiechnął się słodko.- Możesz je sobie zatrzymać.
Harry obrócił się do mnie przodem i palcami jeździł po mojej klatce piersiowej, zataczając kółeczka. Miał takie zwinne ruchy... Nagle zjechał w dół i zatrzymał się na linii bokserek, po czym znów przejechał po moim torsie.
- Harry.. co ty robisz ?- zapytałem.
- Nic.
- Łaskoczesz mnie.
- Louis.. chcesz zagrać ze mną w prawdę czy wyzwanie?
- O tej porze..? ... No sam nie wiem... Ale dobrze, zagram
- To kto zaczyna ?
- Ty.
- Jakiej jesteś orientacji seksualnej ?
- Jestem.. BI. Czy "masz kogoś na oku" ?
 - Możee.. Co o mnie myślisz ?
- Jesteś: mądry, leniwy, uroczy, zabawny, leniwy, słodki, miły, troskliwy..
- Oooo.. zapomniałeś o tym najważniejszym..
- To znaczy...?
- Jestem najseksowniejszym, ciachem w szkole i żadna dziewczyna mi się nie oprze.. Hahahah..
- Hahaha.... ahaha... haha.. no tak .. O tym nie można zapominać..
- Louis.. Czy mogę Cię pocałować..?
- Tak.

~~Harry~~ 

Ująłem  delikatnie twarz Louis'a i musnąłem jego usta. Zaraz jednak zbliżyłem się do niego pewniej i tym razem namiętnie go pocałowałem. Na początku Loueh nie oddawał pocałunku, lecz to się zmieniło po chwili. Czułem się jak w siódmym niebie.. W moim podbrzuszu latało stado motyli. Chciałem by ta chwila trwała wiecznie, lecz jesteśmy tylko ludźmi, którzy muszą czasem oddychać..
- Louis.. ja przepraszam.. Ja nie..- w tym momencie chłopak przerwał mi zamykając moje usta długim pocałunkiem. Ze zdumienia rozchyliłem wargi a Lou wtargnął do nich językiem. Masował moje podniebienie a ja mruczałem z przyjemności wprost do jego warg. Po całym ciele przeszedł mnie dreszcz podniecenia. Oderwaliśmy się od siebie. Wciąż byłem w lekkim szoku. Widząc minę Lou mogłem stwierdzić, że on także chyba nie zdawał sobie sprawy co tu przed chwilą zaszło.
- To było..- zacząłem, lecz nie umiałem tego dokończyć.
- NIESAMOWITE- dodał Louis
- Tak, właśnie to miałem na myśli.- uśmiechnąłem się.
- Dlaczego to zrobiliśmy ?- zapytał.
- Sam nie wiem.. Ale wiem tyle, że ja się raczej zakochałem.
- Mam nadzieję, że o mnie mówisz, bo inaczej tego nie zniosę.- mrugnął do mnie oczko.
- Oczywiście, że o Tobie Lou.
Zasnęliśmy mocno wtuleni w siebie.


***


Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał :)
Bardzo proszę o komentarze, nawet te negatywne. 
To bardzo motywuje do dalszego pisania rozdziałów ♥

Pozdrawiam :*

~ Magda xx

poniedziałek, 24 marca 2014

Rozdział 2

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

~~ Harry ~~

*** 2 miesiące później ***


"Wszystko zaczęło mi się układać. Niedawno rozpoczął się ciepły kwiecień. Dzięki pomocy Louis'a w szkole wyszedłem na prostą. To znaczy nadgoniłem materiał ''bardzo szybko'' zdaniem profesora Thompson'a, mojej mamy i wielu innych nauczycieli. Wszystkie zaległe sprawdziany jak i te bieżące zdałem  na 5 albo 4. Lou był ze mnie dumny. Ja uważałem, że to był nasz wspólny sukces. Spotykaliśmy się po szkole 3 lub 4 razy w tygodniu. Bardzo dobry z niego nauczyciel (w dodatku seksowny). Ta cała nauka bardzo nas zbliżyła. Każdą wolną minutę spędzaliśmy razem. Czasami zdarzyło mi się, że myślałem o nim w taki sposób jakby.. ugh, trochę gejowski. Z dnia na dzień coraz częściej mi się to przytrafiało. A kiedy już go widziałem to odczuwałem ''coś'' w brzuchu. Na samym początku myślałem, że samo mi to jakoś przejdzie. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że mylę się. Bo nic nie dzieje się bez przyczyny. Louis za niedługo powinien tutaj być. Emmm.... zacznę się już lepiej szykować. 
xx"
 Wstałem z łóżka i odruchowo zerknąłem na zegarek. Była 11:41 a. m. Zostało mi około 20 minut. Pomyślałem, że wezmę szybki prysznic. Po zabraniu ze sobą czystego ręcznika i pary bokserek wszedłem do łazienki. Po 7 minutach wyszedłem z niej czysty, pachnący i poszedłem do kuchni by przygotować sobie śniadanie. Jak to w zwyczaju każdej soboty bywa, zostałem w domu sam. Gem jest na weekend u swojego chłopaka a mama poszła do pracy. Usiadłem właśnie do stołu, kiedy usłyszałem dzwonek do drzwi. Otworzyłem je i moim oczom ukazał się szatyn imieniem Louis.
- Hej Harreh. Przepraszam, że jestem trochę wcześniej, mam nadzieję, że nic się nie stało..?- powiedział robiąc niewinną minę. Gestem ręki zaprosiłem go do środka domu i zamknąłem drzwi.
- Cześć Loui. Oczywiście głuptasie, że nic się nie stało. To nawet lepiej, bo myślałem.... bo czekałem już na Ciebie. Siadaj, rozbierz się. Napijesz się może herbaty? 
- Pewnie.
- Tak w ogóle to przepraszam, że paraduje przed Tobą w bieliźnie, ale niecałe 15 minut temu z wielkim trudem wygramoliłem się z łóżka. Później wziąłem prysznic i .. tak jakoś wyszło. - mówiłem dalej zaparzając szatynowi herbatę.
- Nic nie szkodzi Hazz. Naprawdę.- uśmiechnął się. Odwzajemniłem uśmiech. Podałem Lou kubek z gorącym napojem.
- Dziękuję- uśmiechnął się.
- Możemy pójdziemy do mnie na górę, przy okazji ubrałbym się ?
- Jak chcesz to możemy iść.- ruszyliśmy obaj w stronę schodów. Gdy dotarliśmy do pokoju zaproponowałem Louis'owi, by usiadł na łóżku. Tym czasem szybko zacząłem się ubierać. Mój przyjaciel obserwował wykonywane przeze mnie ruchy. Czułem się troszeczkę nieswojo, ale jednak nie do końca. Wiedziałem przecież, że Loui jest w tym pomieszczeniu.
- Lou, w szufladzie przy biurku jest zeszyt i długopis. Czy mógłbyś je wyciągnąć ?- spytałem grzecznie.
- Tak, tak Harreh.- sięgnął po rzeczy we wskazane przeze mnie miejsce. Usiadł z powrotem na łóżku, a przedmioty położył na swoich kolanach. Ja w tym czasie wziąłem potrzebna książkę i zrobiłem to samo.
- To od czego dziś zaczynamy ?- zapytałem.
- Nie skończyliśmy poprzedniego tematu. Zrobimy go do końca i w sumie to byłoby na dziś wszystko.- odpowiedział.
- Ooouuh..... a nie mógłbyś jeszcze zostać? Ściągnąłem ten nowy film z Emily Atack, moglibyśmy go obejrzeć. Jeśli tylko chcesz oczywiście.- zrobiłem błagalną minę. Obaj się zaśmialiśmy.
- No sam nie wiem. Najpierw skończmy to co mamy skończyć, dobrze Hazz?- spytał. W odpowiedzi kiwnąłem głową.


~~ 1 godzina 30 minut później~~


- To teraz już wszystko rozumiesz, mam nadzieję.- rzekł szatyn.
- Mhmm..- odpowiedziałem.- Może pójdziemy się przejść do parku.?- zaproponowałem.- Kiedy wrócimy to zjemy obiad.- ciągnąłem dalej. Louis uśmiechnął się.
- Okey Harry.- mruknął. Zostawiliśmy wszystko i zeszliśmy na dół. Pogoda za oknem była słoneczna, a termometr wskazywał 21 st. C. Zamknąłem dom kiedy ubraliśmy buty. 
Idąc powoli rozmawialiśmy.
- Od dziecka uwielbiam to miejsce.- przerwałem kilkuminutową ciszę.- Tutaj po raz pierwszy całowałem się.
- Hah... widzę same dobre wspomnienia...- powiedział Lou.
- Hm, no niekoniecznie. Ale zawsze mnie tu ciągnęło. Nawet chciałem tu zamieszkać, kiedy byłem dzieckiem..- wskazałem na wielkie, rosnące drzewo. Na jego gałęziach stał mały, drewniany domek.
- Czyj to jest domek na drzewie ?
- Emm, wybudował go tato mojej przyjaciółki z dzieciństwa- Caroline, żebyśmy mogli się tam bawić.
- Gdzie ona jest?
-Ugh, nie ważne.Nie chcę o tym teraz rozmawiać.- rzekłem.
- Dobrze. Czy chcesz już wracać?- spytał troskliwie Louis.
 - Myślę, że tak Loui... - przytuliłem się do niego.
- Która godzina?- spytałem.
- Jest...- sięgnął do kieszeni po telefon- .. Jest dokładnie 2:46 p. m.- odpowiedział. Po krótkiej chwili zastanowienia splotłem nasze ręce. Louis nie zadawał pytań, które były niepotrzebne. Nagle z nieba zaczęły spadać krople deszczu. Westchnąłem.
- Pospieszmy się. Nie chcę, żebyś się przeziębił.- rzekł Louis.
-OK.- odpowiedziałem.


~~ 30 minut później ~~


- Usiądź wygodnie. Zaraz przyniosę herbatę i coś do przebrania.- powiedziałem zamykając drzwi frontowe. Lou zmókł bardziej niż ja. Oddał mi swoją bluzę. Prosiłem go jednak, by ubrał ją. Nie chciałem aby zachorował. On jednak pomimo moich próśb nalegał bym ja ją miał na sobie. Jakoś... ciężko było mi odmówić, był taki stanowczy i... opiekuńczy jednocześnie. Oh, Louis, jesteś taki uroczy. Teraz musiałem jednak się nim zająć
- Proszę Lou. Zdejmij z siebie te mokre ubrania. Tam masz łazienkę. Jeśli chcesz to skorzystaj z prysznica.- powiedziałem grzecznie uśmiechając się.
- Dziękuję.- odpowiedział.
- Nie ma za co. Wstawiłem już wodę na herbatę. Lubisz pizze?- spytałem.
- Tak, ale nie musisz...- zaczął mówić.
-  Nie muszę Lou ale chcę.- uśmiechnąłem się opiekuńczo. Szatyn poszedł do łazienki, ja w tym czasie założyłem nowe spodnie i koszulkę. Zamówiłem również pizze na telefon i zaparzyłem  herbaty. Ogarnąłem swój pokój. Po około 10-13 minutach Louis wyszedł z łazienki.
- Jesteś blady.- powiedziałem mierząc go wzrokiem. Usiądź proszę. Napij się herbaty. Idę otworzyć drzwi, bo zdaje mi się albo ktoś puka.- zniknąłem za ścianą. Po chwili wróciłem z pizzą.
- Smacznego Lou.- podałem chłopakowi jedno z pudełek.
- Dziękuję i wzajemnie.- mruknął. Wyglądał niewyraźnie i miał gęsią skórkę. Przez cały czas obwiniałem za to siebie. Źle było mi z tą myślą. Ehhh....
- Połóż się w moim łóżku. Odpoczniesz i na pewno poczujesz się lepiej.- powiedziałem, gdy skończyliśmy konsumpcję pizzy.
- Hazz, właściwie to po co? Przecież spokojnie mogę wrócić do domu.- powiedział.
-Nie Lou! Na dworze leje jak z cebra. Nie pozwolę Ci iść w taką pogodę. Nigdzie Cię nie puszczam, jasne? A teraz idź na górę, ja zaraz do Ciebie przyjdę.- powiedziałem. Kiedy Louis uległ i poszedł do mojego pokoju wybrałem numer do mamy. Po krótkiej rozmowie zgodziła się aby Louis u mnie zanocował. Teraz wystarczyło pogadać z mamą szatyna.
- Dzień dobry pani Tomlinson. Z tej strony Harry. .. Chciałbym się zapytać, czy pozwoliłaby pani Louis'owi zostać u mnie na noc. ....... (Tak, tak zgodziła się) Tak? ... Eheem, Przekażę.......Dobrze... Dziękuję, miłego dnia. - zakończyłem rozmowę. Ucieszyłem się. Louis zostaje u mnie na noc !!!! Poszedłem po cichu na górę. Zastałem tam śpiącego Louis'a. Oooooooo.. wyglądał słodko. Podszedłem do łóżka i nakryłem go kołdrą. Sprawdziłem jego czoło. Wydawało mi się albo miał stan podgorączkowy. Usiadłem obok niego głaszcząc go po twarzy. Jego rysy twarzy były delikatne. Spojrzałem na jego usta. Miały idealny kształt. Zapragnąłem pocałować je. Upewniłem się, że Louis śpi. Nachyliłem delikatnie swoją głowę nad jego twarz i złożyłem na jego ustach delikatny pocałunek. W tej chwili poczułem motyle w brzuchu. To uczucie było przyjemne. Nie Harry, Ty nie mogłeś się zakochać, o NIE !


***    


Hej :D. Trochę późno dodałam, ale niedawno wróciłam ze szkoły+ jeszcze obowiązki i tak to mi jakoś zeszło. Mam nadzieję, że rozdział się Wam podoba. Jest trochę dłuższy niż poprzedni. BARDZO PROSZĘ KOMENTUJCIE ! Następny dodam na weekend. Jeśli macie jakieś pytania to piszcie. 
Mój twitter: @SjMagda . 
~ Magda xx

środa, 19 marca 2014

Rozdział 1

*** Następnego Dnia ***

~~ Harry ~~

Wstałem wcześniej niż zwykle. Postanowiłem, że ubiorę się i zjem śniadanie. Podszedłem do szafy, która stała obok mojego łóżka i wyciągnąłem z niej pierwsze lepsze ubrania. Wziąłem szybki, orzeźwiający prysznic i założyłem na siebie wcześniej przygotowane rzeczy. Zszedłem na dół do kuchni. Zauważyłem przy stole siedzące mamę i Gem. Uśmiechnąłem się do nich.
- Cześć Harry. Dziś wcześnie wstałeś. Wyspałeś się ?- spytała mnie mama.
- Jak nigdy. Mamo, co dziś na śniadanie ?- zapytałem.
- Zrobiłam grzanki i jajecznicę.- uśmiechnęła się, upijając łyk kawy.
 Też chcesz herbaty?- spytała Gemma.
- Chętnie. I dziękuję.- odpowiedziałem i usiadłem przy stole.
- O której dziś wrócisz ze szkoły Harry ?
- O 4 p. m. kończę zajęcia. Rozmawiałaś z panem Stevenem mamo? Załatwił mi korepetytora. Powiedział wczoraj, że jeżeli nie zaliczę materiału z poprzedniego semestru i tego obecnego nie przejdę do następnej klasy. - powiedziałem.
- Coś wspominał mi wczoraj. W piątek mam przyjść do niego,aby z nim porozmawiać na Twój temat. - odpowiedziała. Dokończyłem jeść i wypiłem herbatę. Była dopiero 7 a. m. Spokojnie mogłem jeszcze skorzystać z internetu. Pozmywałem po śniadaniu i poszedłem do swojego pokoju. 


*** 27 minut później ***


Pośpiesznym ruchem wziąłem torbę i poszedłem na dół.
- Harry jeśli idziesz już do szkoły to weź ze sobą parasol, bo może padać. -powiedziała mama z salonu.
- Nie potrzebuję. Paa !- rzuciłem na wychodne. Ruszyłem w stronę szkoły. Niespodziewanie krople deszczu zmoczyły moje włosy. Ehhhh... mogłem posłuchać mamy, ale NIE !!! No trudno Styles ! Spojrzałem przed siebie. Koło zakrętu stała postać z parasolem. Wyglądała jakby na mnie czekała. Kiedy podszedłem bliżej rozpoznałem nieznajomego. To był Lou !
- Cześć Harry. Przeziębisz się, chodź pod parasol.- uśmiechnął się na powitanie. 
- Ummm... cześć. Dzięki- odpowiedziałem ukazując swoje dołeczki w policzkach. Louis'a to rozśmieszyło. Nie wiedziałem dla czego..
- Co Cię tak śmieszy ?- spytałem.
- Nic takiego. Po prostu słodko wyglądasz z tymi dołkami. Uroczo, zupełnie jak mały chłopiec.- uśmiechnął się, lekko zarumieniony.
- Ja? Jak dziecko? Louisie Tomlinsonie ! Mam 18 lat i na pewno nie wyglądam jak dziecko.- zrobiłem obrażoną minę.
- Ojjj no dobrze. Nie wyglądasz.- udał, że się tym mocno przejął. Wybuchnęliśmy obydwoje śmiechem tym samym zwracając na siebie uwagę przechodniów. 
- Słyszałem Loczku o Twoim talencie plastycznym od pana Thompsona. Musisz mi kiedyś pokazać swoje prace.- rzucił znienacka.
- Mam kilka rysunków w domu. Pokażę, ale ja bym tego talentem nie nazwał.- uśmiechnąłem się.
- Nie bądź już taki skromny.- mruknął. Nie chciałem się sprzeczać, bo wiedziałem, że ma racje. I mniej więcej tak wyglądała nasza droga do szkoły. Przy okazji dowiedziałem się jakiej muzyki lubi słuchać.
***


Cały dzień ogółem minął mi baaardzo szybko.  Spędziłem z Louim wszystkie przerwy. Na kilku przedmiotach siedzieliśmy też razem. Ale z racji tego, że jest ode mnie trochę niższy, na większości lekcjach, siedział ławkę przede mną. Wtedy zazwyczaj wpatrywałem się w niego.... raczej w jego seksowny tyłek. Miętowe rurki świetnie się opinały na jego pośladkach. W sumie to jest dla mnie trochę dziwne. Nigdy wcześniej nie myślałem w ten sposób o chłopaku. Nie jestem też co prawda pewny swej orientacji seksualnej. Miałem tam kiedyś dziewczynę ale to było.... dawno i to nie była miłość. Może mi się wydaje ale chyba Louis zaczął mnie interesować.

~~ Louis ~~    



Mógłbym przysiąc, że czułem na sobie przeszywający każdy wzrok Loczka. Ewidentnie wpatrywał się w mój wielki tyłek! Raz nawet przyłapałem go na tym. Na szczęście tego nie zauważył. Uroczy z niego chłopak. Ciekawi mnie jak będzie wyglądała nasza wspólna nauka. Nie mogę się doczekać. On mnie intryguje.

*** Po lekcjach *** 


~~ Harry ~~


Czekałem pod szkołą na Lou, bo miałem wielką nadzieję, że będziemy wracać razem. Po 10 minutach z budynku wyszedł szatyn. Przykułem go wzrokiem, bo od razu spojrzał na mnie.
- Myślałem, że już poszedłeś. - rzekł z uśmiechem.
- Taaak no ale tak jakoś wyszło.- powiedziałem w zakłopotaniu.
- Możemy iść ?- dodałem.
- Oczywiście. 
Cieszyła mnie ta zmiana pogody. Świecące słońce zdążyło po części wysuszyć mokre ulice oraz chodniki. 
- Lou kiedy będziesz miał czas, abyś mógł mi pomóc ?
- Pasuje Ci sobota ?- mruknął.
- Tak. To jesteśmy umówieni.
 Niestety Lou na tym skrzyżowaniu musiał iść w inna stronę. 
- Do jutra Louis !- krzyknąłem, gdy ten powoli się oddalał. Pomachał mi na pożegnanie ręką i zniknął za zakrętem. Szybkim tempem wróciłem do domu. Byłem zmęczony, więc położyłem się. 

***

Hejooo :) To kolejna część mojego opowiadania. Dodałam ją dzisiaj, bo jutro niestety nie miałabym czasu. Proszę o komentarze. Przepraszam za powtórki. Rozdział trochę krótki. Następny będzie w poniedziałek. Pozdrawiam xx.
~Magda <3
P.S. Dzięki za dość dużą liczbę wyświetleń. Szczerze to myślałam, że niestety nikt tego nie będzie czytał. :)

sobota, 15 marca 2014

PROLOG

~~ Harry ~~


Moje myśli w ogóle nie skupiały się na słowach pana Thopmsona. Chciałem jak najszybciej wyjść z tej durnej szkoły. Jeszcze 2 minuty. Ufff... jakoś to przeboleję. Muszę... JEST ! Została już tylko niecała minuta. Teraz będę mógł w spokoju pójść do domu i w swoim pokoju spędzić resztę dnia...


-Panie Styles ! Proszę się obudzić. Jest lekcja. - upomniał mnie nauczyciel. - A więc skoro pan mnie nie słucha, to znaczy, że bez problemu odpowie pan na moje pytanie.- mówił dalej. Tak szczerze, miałem gdzieś to, że nigdy na zadane pytanie nie znałem prawidłowej odpowiedzi.


Drrrrrrryyyyyyńń- dzwonek


Cała klasa opuściła salę chichocząc. Pan Steven zatrzymał mnie w ostatniej chwili.
- Posłuchaj mnie Harry.- zaczął - Nie będę mógł przepuścić Cię do następnej klasy wiedząc, że olewasz sobie naukę. To Twój przedostatni rok w liceum. Mógłbyś się trochę postarać.
- No trudnoo.. - spojrzałem na niego bez wyrzutów. Profesor popatrzył na mnie znad swoich okularów i zaczął mówić.
- Chciałbym dać Ci jeszcze jedną szansę. Uważam, że jesteś zdolnym chłopakiem. Tylko leniwym i bardzo zniechęconym. Zdasz ten rok pod warunkiem, że będziesz się uczyć i nadgonisz materiał, którego nie zaliczyłeś.-powiedział, łagodnie się uśmiechając.
- Ale panie profesorze..
-Nie marudź Harry.- przerwał mi- Doskonale wiem, że sam nie dasz sobie rady, dlatego mam dla Ciebie propozycje. Żeby dłużej już nie przedłużać, to chciałbym Ci kogoś przedstawić.- powiedział. Zmarszczyłem brwi, kompletnie nie wiedziałem o co może mu chodzić.
- Harry poznaj proszę Louis'a. - w tej chwili do klasy wszedł szatyn w koszulce w biało-granatowe paski, czerwonych rurkach (Świetnie opinających się na jego pupie) i szelkach pod kolor T-shirt'u.
- Od dziś będzie Twoim korepetytorem i pomoże Ci nadgonić zaległości.-skończył mówić nauczyciel. Louis podszedł do mnie i podał mi swoją dłoń przedstawiając się .
- Cześć Harry. Nazywam się Louis Tomlinson i postaram się pomóc Tobie w nauce.- uśmiechnął się.
- Hej Louis. Ja jestem Harry Styles. Miło mi Cie poznać. Dziękuję.- odpowiedziałem.
- Dobrze chłopcy.... Mam jeszcze kilka ważnych spraw do załatwienia w pokoju nauczycielskim. Dacie sobie świetnie radę beze mnie.- dodał wychodząc. Czułem się w tej sytuacji trochę niezręcznie. Ale muszę przyznać, że ciekawiła mnie osoba Louisa. 
- Znając dobrze profesora Thompsona to nic wcześniej Ci o mnie nie powiedział, prawda?- zapytał. W odpowiedzi kiwnąłem głową "Tak'' .
- Pan Steven prosił mnie o pomoc. Chce, abym pomógł Ci z nauką. Uważa, że jeżeli nie przyłożysz się do książek to nie zaliczysz tego roku.- powiedział. Było mi trochę wstyd. Chyba po raz pierwszy w życiu.
- A więc Louis, ja muszę się już zbierać do domu. Ale mogę podać Ci swój numer telefonu abyśmy mogli być w kontakcie.- zaproponowałem.
- Dobrze. Nie mam nic przeciwko.- uśmiechnął się.
- Daj telefon to Ci  wpisze swój numer. - powiedziałem. Wymieniliśmy się numerami i po chwili opuściliśmy klasę. Wyszedłem z budynku szkoły, włożyłem słuchawki i włączyłem swój ulubiony kawałek.



~~ 15 minut później ~~


Wchodząc do domu zauważyłem mamę w kuchni. Gemma zapewne poszła do swojego chłopaka.
- Cześć mamo. Co dziś na obiad?- spytałem
- Hej Harry. Kurczak.- odpowiedziała podsuwając mi talerz z jedzeniem.
- Zjem dziś u siebie.- powiedziałem zabierając talerz. Wchodząc na górę usłyszałem mamę.
- Jak było w szkole?- zapytała.
- Było świetnie.
 Zamknąłem za sobą drzwi od pokoju. Usiadłem i włączyłem telewizję. Zjadłem obiad ale nie chciało mi się odnosić talerza do kuchni, więc zostawiłem go na biurku. Wyłączyłem telewizor i położyłem się na łóżku. Wyjąłem telefon z kieszeni i zacząłem się nim bawić. Przypomniało mi się o Louis'ie. Wszedłem w kontakty i zacząłem szukać jego numeru. Chwilę mi to zajęło, gdyż zapisał się jako ''Tommo x ''. Słodko. OJ NIE ! Harry, Louis jest chłopakiem i Ty również nim jesteś. Faceci nie mówią o sobie "słodko". Spojrzałem na zegarek. 5:47 p.m. Spakowałem do torby potrzebne książki na jutro i odrobiłem zadanie domowe. Nie wiem nawet dlaczego to zrobiłem, ale wkurza mnie to, że na każdej lekcji nauczyciele patrzą na mnie jak na wyrzutka. Ponownie sprawdziłem godzinę. Było przed 7 p.m. Postanowiłem wziąć szybki prysznic. Tak jak pomyślałem tak też zrobiłem. 

~~ 30 minut później~~


   W bokserkach wskoczyłem czyściutki pod kołdrę. Odruchowo wziąłem telefon do ręki. Odblokował się. Na ekranie zobaczyłem kopertę oznaczającą wiadomość. Był to Louis.
OD: Tommo x 

Hej Harry. Od jutra będziemy chodzić razem do klasy. Mam nadzieję, że uda nam się pogadać xx
Szybko mu odpisałem. Włożyłem słuchawki, włączyłęm swoją ulubioną playlistę i nakryłem się kołdrą. Nie pamiętam kiedy zasnąłem.

~~ Louis ~~


Wysłałem wiadomość Harry'emu. Po chwili odpisał mi. Ucieszyłem się.
OD: Hazza ;)
Cieszę się. Dobranoc Lou :) . O ile mogę Cię tak nazywać ;]

Nikt nie skracał mojego imienia w taki sposób. Kiedy po raz pierwszy pan Steven opowiadał mi o tym kędzierzawym chłopaku wyobraziłem go sobie zupełnie inaczej. Dziś okazało się, że to przystojny nastolatek ze szmaragdowymi tęczówkami, które hipnotyzują, z dołeczkami w policzkach i czarującym uśmiechem. Zupełna SEKSBOMBA dla nastolatek. Dokładnie to SweetCheeks. Okey, tu może trochę przesadziłem. Przy Loczku Tomlinson zachowuj się "NORMALNIE" i nie wzbudzaj podejrzeń. Nie chcesz przecież, aby Harreh dowiedział się, że nie jesteś heteroseksualny. Ehhh... idę spać.


***



Hej :) O to jest mój PROLOG.
 Jeżeli Wam się coś nie spodoba, albo uznacie, że trzeba tu coś poprawić to piszcie mi to w komentarzach :) . 
Będę pisać z perspektywy Harry'ego (Czasami Louis'a). Mam nadzieję, że nie przeszkadza Wam to.
Rozdział 1 dodam tu w czwartek. Jeżeli ktoś będzie chciał, abym informowała go o tym, to zostawcie w komentarzu np. nazwę twittera. (Moja to @SjMagda) 
2 komentarze i na 100% w czwartek będzie tu rozdział. Tymczasem proszę zostawcie jakiś ślad po sobie :). 
~ Magda xx