sobota, 14 listopada 2015

Rozdział 6

*10 minut później*

~~ Harry~~

Właśnie leżałem i czekałem aż Gemma i jej chłopak wraz z mamą udadzą się na uroczysty bankiet, (na który w ogóle nie miałem chęci), kiedy z zamyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi.  Nie spodziewaliśmy się nikogo. Było jakoś chwilę po 8 p.m. Zwlekłem się z sofy aby otworzyć. Tak jak przypuszczałem, wszyscy byli zajęci dopinaniem wszystkiego na ostatni guzik, że nie zwrócili na to większej uwagi. Chwyciłem za klamkę. Osoba, którą zobaczyłem wywołała uśmiech ale też zdziwienie.  
- Co Ty tutaj robisz? - zapytałem, zapraszając gestem ręki, by wszedł do środka. 
~Jak to co? Przyszedłem do Ciebie... choć nie ukrywam, liczyłem na małego całusa.- powiedział Lou z rozżaloną miną.
Uśmiechnąłem się. Był taki słodki. 
- Zobaczymy co da się zrobić.  Moja rodzinka jest jeszcze w domu. Rozbierz się.  
Mama i Gem były w kuchni.  Najwyraźniej Jason palił na tarasie. Przechodząc rzuciłem tylko:
- Mamo, przyszedł Louis. Gemmo, to mój przyjaciel.-wskazałem na chłopaka stojącego obok.
- Lou, to moja siostra Gem. - podali sobie ręce.
- Cześć, jestem Louis Tomlinson. Miło mi.
- Gemma Styles, siostra Harry'ego. - uśmiechnęła się.
Boo zrobił uroczą minę i ruszył za mną do mojego pokoju. Już samo to, że był przy mnie, sprawiało, że miałem ochotę skakać z radości. Tylko mój kochany Boobear tak na mnie działał. Po wejściu do pokoju odruchowo zamknąłem drzwi.
- No to Lou, co jest powodem Twojej jakże przyjaznej wizyty?- zapytałem siadając na jego kolanach okrakiem.
~ Przyszło mi na myśl, żeby w piątek zrobić ognisko. Miałbyś okazję poznać moich przyjaciół. - powiedział wpatrując się we mnie, ewidentnie wyczekując odpowiedzi lub też mojej reakcji.
- Kochanie, skąd Ty bierzesz te pomysły? - zaśmiałem się- Oczywiście,  czemu nie? Tylko najpierw musisz coś dla mnie zrobić. -oznajmiłem.
~ Co takiego Hazz?
W tym momencie pchnąłem go tak, byśmy padli na łóżko.  Następnie zacząłem namiętnie... go łaskotać. Louis nie mógł opanować śmiechu, krzyczał w niebo głosy. Żeby go uciszyć wpiłem się w jego usta. Znaczy, taki miałem zamiar.  Kiedy tylko pochyliłem się ledwo co, Boo wykorzystał sytuację i przekręcił mnie, bym wylądował pod nim.
~ Jakaś kara się należy za Twoje bezczelne zachowanie. - powiedział "stanowczym głosem" i rzucił się na moje usta, lekko podgryzając dolną wargę. 
- Mmmm..- wydałem z siebie.
Włożyłem dłoń pod jego koszulkę. Miał gorące ciało (w każdym znaczeniu). Jeździłem opuszkami palców po nagim torsie, Louis cicho pojękiwał. Korzystając z okazji wsunąłem język do jego ust i delikatnie gładziłem podniebienie. Czułem, że mu się podoba. Mruczał zupełnie jak moja kotka Una.
- Harry!  Pozwól na chwilę. -usłyszałem głos mamy. Szybko wstałem z łóżka, prawie zwalając Lou na podłogę. Będąc w progu spojrzałem na zawiedzionego Boo i szepcząc powiedziałem
- Wrócimy do tego zaraz.


~~Louis~~

Harry wyszedł rzucając to swoje zalotne spojrzenie. Ten chłopak jest tak uroczy, że to niemożliwe. Z pościeli wygrzebałem telefon i wystukałem numer do Liama. Chciałem zapytać, czy razem z resztą będą coś robić na weekend.


~~Harry~~

Po powrocie do pokoju Louis nadal leżał.  Uśmiechnąłem się.  Zacząłem cicho pomrukiwać. Mina Louisa była bezcenna.
~ Oj Hazz, nie wspominałeś, że masz kotka.- w tym momencie do pokoju wbiegła Una - moja kotka. Razem  Louim wybuchnęliśmy śmiechem. 
- Tak mam. Nazywa się Una.- i znów zaczęliśmy się śmiać. Położyłem się obok Boo. 
- Na co mamy ochotę?  - spytałem.
~ Nie wiem, może Ty coś wymyśl.
- Umm.. Louis? Może zostaniesz dziś na noc? - zrobiłem błagalne spojrzenie, przybliżając się do jego twarzy, a konkretniej do jego ust.
~ Myślałem, że nie zapytasz. - powiedział, owiewając moją twarz. Już po chwili zrobił niewinną minę,atakując moje usta.
- Kocham Cię Loui.
~ Ja Ciebie też. 

***

Dzień dobry :)
Będę zaskoczona, jeśli ktokolwiek tu jeszcze zagląda.  Przepraszam Was. Chciałabym dokończyć to opowiadanie.  Mam nadzieję, że jednak jest tu jeszcze ktoś, komu chce się czytać FLTL. Życzę miłego dnia wszystkim xx. Następny rozdział pojawi się za dwa dni. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz